Paweł Smoleński: „Izrael już nie frunie”. Izrael a ugoda nuklearna z Iranem

 Paweł Smoleński, dziennikarz „Gazety Wyborczej” od 1989 roku, pisze o Izraelu inaczej niż się to zwykle robi. W: „Izrael już nie frunie” (Wyd. Czarne Wołowiec 2011) Przedstawia on Izrael jako zwykłe państwo z wielkimi, ale dość jednak zwykłymi problemami. Bo przecież ksenofobia czy fanatyzm to problem całej ludzkości.

izrael

Pisze smoleński, że w 1967 roku, gdy Izrael wygrał wojnę sześciodniową, głos racjonalistów uważających że okupacja Gazy nie może być wieczna, utonął w morzu religijnego uniesienia: „żołnierze izraelscy są osiołkami Pana” itd (s. 12). Tak nadal uważali w 2011 roku „Pomarańczowi” – ortodoksi, którzy wzywali żołnierzy by nie likwidowali osiedli. Niebiescy byli za likwidacją. Gazę zasiedlali głównie ortodoksi, więc konflikt polityczny przeplatał się z światopoglądowym. Według świeckiego izraelskiego żartu, Mojżesz miał prosić Boga o Kanadę, ale bóg zrozumiał „Kanaan”, bo Mojżesz się jąkał (s. 14). Dalej pisze Smoleński o syndromie jerozolimskim; ludziach zwykle już religijnych, którym kompletnie odbija po przybyciu do Al-Quds, pardon Jeruszalaim, pardon Jerusalem. Najgorszy był Australijczyk Dennis Rohman, który podłożył ogień pod meczet Al-Aksa by wykurzyć muzułmanów (s. 21). Niektórzy tylko paradują w szatach jak sprzed 2000 lat i medytują. Lekarze przestrzegają przed sytuacją, w której towarzysz wycieczki mówi, że chce sam zwiedzać Jerozolimę. Niektórzy ubezpieczają się od syndromu, dawniej wariatów golili z pieniędzy izraelscy psychiatrzy, długo lecząc np w Finlandii. Pisze Smoleński o świeckich Izraelczykach, którzy wyjechali do Izraela, bo rodziny sprzeciwiały się małżeństwu z gojami (s. 29). Wielu przybywając na początku istnienia Izraela myślało, że ortodoksi szybko znikną, tymczasem mnożą się jak króliki. Czy palestyńskie zamachy to też syndrom jerozolimski? Wszak o Jeruzalem nie wspomina żadna sura Koranu.

Izrael Segal to pół-ortodoks, który nigdy się nie wyspał, bo nie wolno mu spać ani na plecach ani na brzuchu. Zawsze najpierw wiąże prawy but. Męczą go też erotyczne grzeszne sny (s. 33). jego rodzina o świeckich nastolatkach w szortach mówi: „niemowlęta skradzione przez gojów”. Nie mówią na co dzień po hebrajsku, bo to język modlitwy. Ojciec Israela uznał jednak państwo Izrael bo zdecydował się odsłużyć w wojsku. W Jesziwie w Mea Szarim 2005 roku uczył się Segal o Darwinie ani o Freudzie, o Shakespearze wiedział, że nie jest zbytnio wart uwagi. W końcu jednak z ciekawości idąc w swoim siedemnastowiecznym stroju podreptał do biblioteki by spytać o Freuda i jego książkę o ludziach pochodzących od małp (sic!). Darwin wyglądał dlań sympatycznie, jak cadyk. Bardziej zaniepokoiła go inna lektura Nietzschego. Jego rodzina i brat, wkrótce rabin wyrzekli się go, a właściwie uznali, że Israel Segal nigdy nie istniał. Segal przebył drogę jak w wehikule czasu od średniowiecza do wieku XX; ale jego archaicznego hebrajskiego, nikt nie rozumiał (s. 45). Segal opisał to wszystko w książce, której czytanie jest dla ortodoksów grzechem śmiertelnym.

Jeśli ortodoks spotka liberalnego Żyda np. w Kanadzie, mogą się polubić, w Izraelu to się nie zdarza, obie grupy żyją obok siebie (s. 51). Nie ma narodu izraelskiego. Izrael założyli świeccy, liberalno-lewicowi niemieccy (bo polscy i rosyjscy byli konserwatywni) Aszkenazejczycy po chaskali, a Sefardyjczycy i Afrykańczycy sprzątali im wtedy biura; dziś Sefardi mają większość w parlamencie. Rosyjscy aszkenazi (około milion osób; najświeższa emigracja) przywieźli ze sobą mafię i nacjonalizm; Arabów nienawidzą bardziej niż ktokolwiek, mają nawet własne oddziały wojskowe, bo inni Aszkenzy ich się boją (s. 53) i oskarżają „Rosjan” o eskalowanie konfliktu z Arabami. Świeccy i ortodoksi uważają się nawzajem za faszystów, choć panuje przekonanie, że Żyd-faszysta to oksymoron (s. 54). Trzecia partia w Knesecie o nazwie „Zmiana” domaga się natychmiastowej sekularyzacji od ortodoksów. Sefardyjczycy uważają holocaust za winę Aszkenazejczyków i pomstują, że muszą oglądać ciągle programy o II wojnie w TV. Ari Folman to reżyser filmu: „Made in Israel” demistyfikator historii kraju, a więc też oskarżany o szarganie narodowych świętości (s. 59). Uważa, że nieustanne mówienie o Arabach w kategorii: „drugiego holocaustu nie będzie”, powoduje, że żołnierze biologicznie nienawidzą Arabów, choć de facto większość Izraelczyków nie ma wiele wspólnego z holocaustem jako przeżyciem. Ocaleni z holocaustu nie mają do Folmana pretensji, w przeciwieństwie do „antycznych Izraelczyków”, którzy przybyli do Palestyny jeszcze przed II wojną światową (s. 64). Folman krytykuje ich za to, że czują się jedynymi prawdziwymi właścicielami kraju, że straszą ponad miarę bądź co bądź garstką powstańców arabskich. Holocaust jest używany jako ideologia, jaka ma spajać państwo uważa Folman. Żyd ma być zawsze czujny, stąd Izraelczyka od razu poznać e Europie czy w USA po arogancji i maczyzmie (s. 66). Czołowi politycy izraelscy rozumieją tylko wojnę, bo wszyscy są po karierze w armii jak Szaron czy Barak. Uważa, że kłamią, że chcą pokoju. Ale Palestyńczycy są też dziwni; nie mają wody ani lekarstw, a jedyne co potrafią to wysyłać samobójców. Islam i judaizm są bardzo podobne, uważa Ari Folman, bardzo restrykcyjne, dlatego wojna jest atrakcyjna, podczas niej wszystko wolno (s. 70).

Mosze Lilienblum, pisarz i syjonista: „…Czy nie jest prawdą, że zarówno nasi przodkowie, jak i my sami… pragniemy i będziemy pragnąć dalej przynosić wstyd ludzkości i być pogardzanymi przez inne narody. Bo my lubimy być Cyganami” (s. 85). Żydzi sami uważają się za masochistów i szukają nieustannie winy w sobie; odruch mówiącego w jidisz ortodoksa.

Profesor Szalom Lindenbaum, kiedyś tragarz i bojownik Ecelu (walczył w Brytyjczykami i Arabami) z Tel Awivu mówi o druzach – Arabach tak lojalnych wobec Izraela, że tępią palestyńskich bojowników, ale i o tym, że USA, UE nie chcą by Izraelowi się powiodło i o tym, że wszyscy sąsiedzi: Saudowie, Palestyńczycy czy Egipcjanie wszyscy chcą tak samo kresu Izraela (s. 89). Lindenbaum zna Mickiewicza i Słowackiego, fascynuje go zapożyczony z judaizmu mesjanizm. Narzeka na zachodnie media, które chcą być po stronie Arabów bo taka moda. Zarzuca im sentymentalizm („czy kałasznikow w rękach czternastolatka przestaje być kałasznikowem”). Zarzuca im, że zapominają, że podczas drugiej intifady w Szafram rabowano chrześcijańskie sklepy, a w 1976 roku ludzie Arafata zamordowali w Damur setki arabskich chrześcijan; zaś włoski dziennikarz który napisał prawdę o linczu w Ramallah dokonanym na arabskim kolaborancie, potem się kajał przez Autonomią Palestyńską, jakby napisał nieprawdę (s. 92). Nie cytuje się arabskich podziękowań dla Hitlera, w europejskiej prasie. Uważa, że Żydów nienawidzi się z zazdrości, o te wszystkie umysły i Noble. Sama nazwa Palestyna została wymyślona przez Rzymian, by zapomniano o Żydach: „Arabowie przełkną nas, a za chwilę zabiorą się za was”. W UK zamyka się radykalne meczety, ale gdyby zrobiono to w Izraelu, wrzawie nie byłoby końca (s. 96). W Jerozolimie jest tyle dziś meczetów co za jordańskiej władzy. Istota islamu hamuje rozwój uważa Lindenbaum, żydowskie dzieci, które uciekły z Iranu po rewolucji, miały stłumione zdolności. Arabowie wolą mieć Jerozolimę od Ramli, bo chcą ugodzić w Żydów, choć Ramla występuje w Koranie, a Jeruzalem nie. Poza tym Palestyńczycy mają swoje państwo – Jordanię, wymyśloną przez brytyjskich kartografów. Przed drugą intifadą Palestyńczycy byli zatrudniani jako robotnicy w Izraeli, teraz się już ich boją. Begin niepotrzebnie podpisał pokój z Egiptem, dla Arabów było to jak okazanie słabości. Amosa Oza oskarża o płaszczenie się przed Arabami. Odesłał mu jego książki, jak Norwegowie Hamsunowi. Niedaleko od Tel Awivu są miasta na które codziennie spadają palestyńskie kassamy, stolica woli nie widzieć (s. 107).

W latach 70 otrodoksi byli skansenem, teraz jest ich dużo. W gazetach toczą się debaty czy Żyd może jeść zywność z importu. Wysłannicy radykalnych rabinów łowią wyznawców na świeckich osiedlach. Izraeel staje się teokracją uważa przybyły po 25 latach z USA Henrik, rozmówca Pawła Smoleńskiego (s. 110). Liczni świeccy Żydzi liczą, że popkultura osłabi i rozmemła w końcu Arabów. Pisarz Etgar Keret mówi jak w Niemczech FAZ wziął jego opowiadanie o profesorach chodzących z bronią za groteskę, choć to codzienność w Izraelu (s. 128). Przeraża go jak lewica w USA potrafi być bardziej faszystowska niż ultraortodoksi w Izraelu: „zbluzgają jeśli napiszesz <> a nie <>>, choć angielski to dla ciebie obcy język, więc masz prawo robić błędy: (s. 131). Izrael mentalnie tkwi w Europie; drugim po angielskim językiem obcym wybierany w szkołach jest francuski, nikt nie wybiera arabskiego, znają Gogola i Dostojewskiego, a nie wiedzą nic o Bliskim Wschodzie (s. 132). Negocjacje Izrael-Palestyna są jeszcze bardziej egzotyczne niż USA-Palestyna. 40% walk ulicznych ginie od friendly fire; zagłuszają ten fakt obie strony. Są Palestyńczycy nienawidzący tych z obozów dla uchodźców, a identyfikujący się z Izraelem. Arabowie używają metafor i wielkich liczb jak ludzie średniowieczni, według ich samych więc nie kłamią. W USA przyjaźnił się z Palestyńczykiem, i dziś wysyłają do siebie smsy czy wszystko ok, kiedy lecą pociski. Mówi, że na przykład na Węgrzech nadal są antysemici, ale jeśli Izrael się stoczy nie będzie chciał w nim już mieszkać. Dziwi się Szaronowi, że likwiduje osiedla w Gazie, ale na Zachodnim Brzegu Jordanu już nie. Liczył, że obecność US Army w Iraku pozwoli na porozumienie.

Tel Awiv nie ma pojęcia jak wygląda front w Hebronie (s. 158), stąd akcja wystawy fotograficznej w 2004 i zeznania żołnierzy wzbudziły sensację. Czasem żołnierze każą sprawdzać podejrzane kawąłki metalu (bomba?) tamtejszym arabskim cywilom, bo wstyd im wzywać saperów (s. 161). Kilkuletnie dziewczynki pytają żołnierzy „ilu dziś zabiłeś Arabów?”, ich nieco starsi rówieśnicy za poduszczeniem rodziców, demolują arabskie domy. Lewica gardzi takimi ortodoksami, choć to Partia Pracy stawiała dla nich domy w Hebronie (tamat tabu w liberalno-lewicowych kręgach s. 164). Wielu Arabów ceni Żydów, ale twierdzi, że kiedy zdobyli władzę stracili rozum pisze Amos Oz. Minister Autonomii Ahmed Soboh uważa Hamas za twór polityki Izraela – s. 178). Jego zdaniem Żydzi wyszli z Gazy bo po prostu nie opłacało im się zostać. Arabski sklepikarz Said z Jerozolimy, jest wkurzony na Żydów, którzy 40 lat wcześniej niszczyli litery Koranu nad drzwiami i ryli nad nimi napis: „Szalom” (s. 185). Said uważa, że Kanaanejczycy i Filistyni (w Gazie) byli przodkami Arabów, a Żydzi ich zwalczali, stąd starszeństwo Żydów w jJrozolimie jest mitem (s. 187) i że Europejczycy, w tym i Polacy są hipokrytami, bo sami nie chcą oddać majątków żydowskich (s. 188). Uważa, że z Żydami nie da się żyć pod jednym dachem, ale dziwi się czemu Europa zwaliła ich na głowę Arabom. Said nie uważa się za dobrego muzułmanina, ale uważa, że nacjonalizm i demokracja to europejskie szkodliwe wymysły. Liczy, że naftowa przewaga Arabów skłoni Zachód do porzucenia Żydów. Młodzi studiujący Palestyńczycy, choć zwykle dystansują się od Hamasu a czasem nim nawet gardzą nie wierzą w ustępstwa wobec Izraela i pokój tak długo jak Izrael istnieje, choć jednocześnie są dosyć świeccy (s. 206); mają pretensję do Arafata, że zepsuł Palestynę i że piwo można pić tylko w domu. W szkołach uczy się dzieci nienawiści do Żydów, ale tym przejmuje się raczej tylko starsze pokolenie.

Fatima i Vivian, Palestynka i Żydówka rozmawiają ze sobą o strachu jaki jeden naród wzbudza u drugiego (s. 216). Islamskie stroje są tanie, co sprawia wrażenie większej fanatyczności niż jest. Spotkania takie nie są proste. Fatima uważa, że idealnym neutralnym gruntem do rozmów byłaby Turcja; islamska i świecka jednocześnie. Hamas korzysta z blokady, bo może kraść na potęgę (s. 291). Od czasu przejęcia władzy przez Hamas w Gazie, nie przybyła ani jedna klinika ani szkoła, ale za to pobudowano cztery tysiące nowych meczetów…

Ostatnie kibuce upadają z powodu lenistwa (s. 243). Yossi, Sefardyjczyk/Marokańczyk z Ofakim, wspomina rasizm europejskich Żydów, wobec takich jak on „czarnych” (s. 250), ale uważa, że jeszcze gorsi są „Rosjanie”, którzy dbają tylko o siebie (s. 254), straszliwie kaleczyli hebrajski i unikali „czarnych” jak tylko pobudowali już własne sklepy i bary. „Rosjanie” przywlekli ze sobą narkotyki. Yossi nosi nóż, gdyby jakiś narkoman go zaatakował; szwagra zabito śrubokrętem.

Przed ewakuacją Gazy do regiony przybywają całe rodziny osadników z chasydzkiego Brooklynu i świeckiej Hajfy (s. 265), wszyscy, nawet ci żyjący w NY jak świeccy, wierzą, że skoro osiedle Gusz Katif przetrwało kilka tysięcy pocisków palestyńskich bez jednego trupa, to znaczy, że Bóg im sprzyja… Uważają świat za wrogi, i może mają rację, bo Europejscy dziennikarze, w tym jedna Hiszpanka uważają, że biedny (czyli Palestyńczyk) ma zawsze rację.

Radykalizacja postępuje więc z obu stron, ale warto zwrócić uwagę na to, że osiedla w gazie likwidowała nie „kolaborująca” z Palestyną lewica, lecz odgrażająca się im prawica. Przy obecnym klimacie międzynarodowym, zapewne Izrael będzie musiał kiedyś oddać i Zachodni Brzeg, chyba, że Arabom szybko skończy się ropa, albo USA i Kanada same zaczną ją produkować na wielką skalę, wtedy powstałaby przeciwwaga dla niechętnej Izraelowi, bo chcącej robić interesy z Arabami i ich uspokoić, Europa. O takiej przeciwwadze marzy obecny premier Netanjahu.

Teraz na topie jest tzw Iran Deal, zdaniem Izraela nie dość twarde warunki zostały postawione Iranowi, Tutaj przekonuje Netanjahu, że Europa osłabia Izrael z poczucia winy, za to, że nic nie zrobiła w czasie II wojny i holocaustu. Europa nie może się pogodzić, że dziś Żyd też ma broń i może odpowiedzieć przemocą uważa izraelski premier. USA są pod tym względem lepsze, bo wiedzą, że Izrael ma prawo się bronić:

http://www.youtube.com/watch?v=PvXfnulloZM

Cenk Uygur w programie The Young Turks, liberalnym programie amerykańskim uważa, że Netanjahu umyślnie szerzy nieprawdziwe wiadomości o ugodzie z Iranem, żeby pokrzyżować plany Obamy. Przypomina, że przez 10 lat inspektorzy będą siedzieć Irańczykom na karku, by nie wykorzystywali uranu do budowy bom, i pod tym warunkiem odmrożono irańskie aktywa w USA. Uważa też, że amerykańska prawica i izraelska prawica są wkurzone, że nie ma wojny:

Uygur uważa też, że Netanjahu kłamie w sprawie inspekcji i zagrożenia ze strony Iranu

„Benjamin Netanyahu’s dramatic declaration to world leaders in 2012 that Iran was about a year away from making a nuclear bomb was contradicted by his own secret service, according to a top-secret Mossad document. It is part of a cache of hundreds of dossiers, files and cables from the world’s major intelligence services – one of the biggest spy leaks in recent times. Brandishing a cartoon of a bomb with a red line to illustrate his point, the Israeli prime minister warned the UN in New York that Iran would be able to build nuclear weapons the following year and called for action to halt the process. But in a secret report shared with South Africa a few weeks later, Israel’s intelligence agency concluded that Iran was “not performing the activity necessary to produce weapons”. The report highlights the gulf between the public claims and rhetoric of top Israeli politicians and the assessments of Israel’s military and intelligence establishment.”

Read more here: http://www.theguardian.com/world/2015…

Nasz „Republikanin” Markiusz Max Kolonko powtarza republikańskie uproszczenia

Tymczasem Putin uważa, że Iran ma prawo mieć broń atomową:

Tak toczy się światek…

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Mój dziadek - Edmund Harwas (1912-1996)

Japońskie podejście do religii. Religia dla ludzi a nie odwrotnie

Japońska kultura bezpieczeństwa